sobota, 15 marca 2014

Ne i Baba Jaga

Karolka zamiast spać, przybiegła do nas i bawi się w łóżku. Po pół godzinie mąż się w końcu pyta: Karolcia, idziemy spać? Ne. Karolcia, a kochasz tatę? Ne. A mamę kochasz? Ha ha ha. Nic nie odpowiedziała, tylko się śmiała. Niestety, nie trwało to długo, mamy też ne kocha. Wszystko jest na ne, no może oprócz wyjścia na dwór. Tutaj nie ma ne, jest stanie pod drzwiami z butami w ręce.

Ubieramy się z Olą w szatni w przedszkolu, z nami jest jeszcze starsza Pani z wnuczką i Pan z synem. Babcia krzyczy na wnuczkę, ponagla, strofuje. Nagle Ola na cały głos komentuje: Mamo, spójrz, Baba Jaga przyszła po dziecko.



niedziela, 9 marca 2014

Atak kaszlu.

Piątek, tydzień temu.

Ola wróciła jak zwykle z przedszkola. Tylko ten kaszel jakiś taki większy, bardziej nasilony.

Do tej pory kasłała codziennie, kichała, raz w tygodniu byłyśmy u lekarza, ale nic się nie działo, podejrzenie alergii było, więc piła Contrahist, Clemastinum, do nosa brała Nasonex.

Sobota.

W nocy było już gorzej, nie mogła spać. Nad ranem ledwo wstała, oczy podkrążone, kaszel suchy, aż ją dusił. Przy śniadaniu zwymiotowała.  Kichała non stop, jakby pieprz miała w nosie. W południe poszłyśmy do lekarza na pogotowie. Obejrzał ją dokładnie, gardło czyste, oskrzela też. Katar przezroczysty. Dostała steryd, zastrzyk domięśniowy Dexaven, lekarz stwierdził, że to silny atak alergii, ale ten zastrzyk to pomoże na kilka godzin, więc wypisał w razie co skierowanie do szpitala, bo to weekend. Dodam tylko, że był młody, dociekliwy, o wszystko pytał. Po zastrzyku siedział z Olą pół godziny i obserwował czy nic się nie dzieje. Poprawa nastąpiła po paru minutach, kichanie ustało, tylko kasłała, ale już rzadziej. Aż mi ulżyło. Do wieczora był spokój.

Niedziela.

W nocy znowu się zaczęło, duszący kaszel, katar. Obudziła się, napiła wody, zwymiotowała. Oczy znowu podkrążone, fioletowe. Sama z miską chodziła i wymiotowała. Płakała, że ją nos boli, płakała z kaszlu, z bezsilności. Wsadziłam w samochód i raz dwa do szpitala. Tam starsza Pani doktor pyta, co się dzieje, to mówię, że kaszle i kicha od piątku, że ma prawdopodobnie alergię, bo tak już kicha i kaszle od jesieni, ale po lekach histaminowych była poprawa, a po zastrzyku to już w ogóle. Tylko jej się nasiliło teraz. Zbadała ją, gardło czerwone, w oskrzelach coś furczy, zapalenie oskrzeli. O matko! myślę. Jak to tak szybko, wczoraj zdrowa, dzisiaj już chora. I to bez gorączki? To to nie alergia? No trudno. Antybiotyk dostała i do domu. Dałam jej pierwszą dawkę, źle. Ale nie spodziewałam się, żeby jej szybko przeszło. Na noc kolejna dawka, gorzej niż było. Dusiło ją tak, że bałam się, żeby się nie udusiła. Miałam takie przeczucie, że to chyba nie zapalenie oskrzeli, ale nie jestem lekarzem, nie mnie osądzać. Tylko żal patrzeć jak się dziecko męczy i nie ma jak pomóc.

Poniedziałek.

Rano znowu kaszel, jeszcze gorszy niż w weekend. Po nieprzespanej nocy Ola wyglądała jak wampirek. Kaszel nadal wywoływał wymioty, katar już taki, że chusteczek nie starczało. Po południu przyjął nas jej lekarz rodzinny. Opowiedziałam co się działo od piątku, zbadał, osłuchał, oskrzela czyste, gardła niestety nie zobaczył, bo zwymiotowała. Stwierdził, że to na pewno nie jest zapalenie oskrzeli, jeśli przeszło po zastrzyku to znaczy, że to alergia. Kazał odstawić wszystkie leki, łącznie z antybiotykiem, przepisał sterydy wziewne, na początek 3 razy dziennie max dawka i w środę wrócić do kontroli. Już po pierwszej inhalacji była poprawa, po drugiej kaszel był już bardzo rzadko. Noc też przespana, oprócz kilku pokasływań. Uff.

Wtorek.

Ola wstała z uśmiechem na ustach. Od rana do wieczora dosłownie kilka razy zakasłała, kichnęła. Energia ją roznosiła. Oczy znowu miała takie radosne. A co najlepsze, polubiła inhalacje. Siedzi grzecznie 15 minut i wdycha, bo wie, że to jej pomaga.

Środa.

Lekarz potwierdził na 100 % że to alergia. Tylko jeszcze nie wiemy na co, gdyż wizytę u pulmonologa mamy dopiero 25 maja. Zmniejszył nam dawkę i kazał pokazać się za dwa tygodnie.


Do tej pory zapomniałyśmy już co to kaszel, duszący kaszel. Zastanawiam się tylko, dlaczego w szpitalu Pani doktor nie słuchała mnie, nie zbadała dokładniej.