Moje młodsze dziecię, Karola, nie mówi do mnie MAMA, zamiast tego woła MAMOOOOO, MAMI. Nikt z nas jej tego nie uczył, nikt tak nie mówi, ale ona z uporem maniaka powtarza tak w kółko. Proszę ją po raz tysięczny, mów do mnie Mama, a ona zrobi tą słodką minkę i "mami, mami", przytulając się przy tym. Jak czegoś chce, na coś pokazuje, mówi "mamoooo", pięknie przeciągając ooo.
czwartek, 13 lutego 2014
poniedziałek, 3 lutego 2014
Koszmar usypiania.
Jak tylko nadchodzi wieczór, mnie nachodzą czarne wizje usypiania moich dziewczyn.
Bardzo długo Karolinka spała ze mną, prawie 1,5 roku, zaczęło się jak karmiłam ją piersią, po prostu było mi tak wygodniej, ale z czasem przestała jeść w nocy, przesypiała całą, ale... pod warunkiem, że ja byłam obok. Nie pomogła nawet obecność taty. Musiałam być ja jak tylko się obudzi w nocy, po ciemku poznawała, że jestem szczypiąc mnie.
Po Nowym Roku dostały łóżko piętrowe, Ola na górze, Karolka na dole, dół szeroki więc było miejsce dla mnie. Pierwsza noc minęła zaskakująco dobrze, przespały całą bez jednej pobudki, szybko też zasnęły, chyba zafascynowane nowym miejscem.
Z usypianiem też nie miałam większego problemu, kładłyśmy się wszystkie na dole, Karolinka zasypiała przy butelce, szłyśmy z Olą na górę i tam szybciutko zasypiała. Ale od pewnego czasu zaczęły się schody, min. 1,5 godziny leżenia, proszenia żeby zasnęły. Bywało tak, że to ja odpływałam pierwsza, a później trzeba było jakoś wrzucić Olę na górę. Codziennie wieczorem już miałam dość i chciałam tylko żeby jakimś cudem zasnęły same. Denerwowało mnie to, że trwa to tak długo. Czasami zasypiały ok. 22 a ja miałam już siłę tylko na to, żeby się doczołgać do swojego łóżka i wstać za 4 godziny bo Karolinka płakała. Oprócz tej pierwszej nocy w nowym łóżeczku nie miałam w całości przespanej już żadnej. Codziennie wstaję raz albo dwa do Karoliny, i tak już zostaję tam.
Ale z usypianiem powiedziałam dzisiaj: DOŚĆ. Poleżałam z nimi 20 minut, Karolka wypiła swoją butlę i zaczęła harce, Oli w to graj i zaczęły razem skakać, chichotać. Wstałam, kazałam Oli iść do siebie na górę, dałam po buziaku, życzyłam dobrej nocki i wyszłam. Najpierw były w szoku, myślałam, że będą płakały, wychodziły za mną, później zaczęły coś tam gadać, śmiać się, i nagle cisza. Zasnęły w 15 minut, SAME.
Ja wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale mam taką cichą nadzieję, że tak już zostanie.
Bardzo długo Karolinka spała ze mną, prawie 1,5 roku, zaczęło się jak karmiłam ją piersią, po prostu było mi tak wygodniej, ale z czasem przestała jeść w nocy, przesypiała całą, ale... pod warunkiem, że ja byłam obok. Nie pomogła nawet obecność taty. Musiałam być ja jak tylko się obudzi w nocy, po ciemku poznawała, że jestem szczypiąc mnie.
Po Nowym Roku dostały łóżko piętrowe, Ola na górze, Karolka na dole, dół szeroki więc było miejsce dla mnie. Pierwsza noc minęła zaskakująco dobrze, przespały całą bez jednej pobudki, szybko też zasnęły, chyba zafascynowane nowym miejscem.
Z usypianiem też nie miałam większego problemu, kładłyśmy się wszystkie na dole, Karolinka zasypiała przy butelce, szłyśmy z Olą na górę i tam szybciutko zasypiała. Ale od pewnego czasu zaczęły się schody, min. 1,5 godziny leżenia, proszenia żeby zasnęły. Bywało tak, że to ja odpływałam pierwsza, a później trzeba było jakoś wrzucić Olę na górę. Codziennie wieczorem już miałam dość i chciałam tylko żeby jakimś cudem zasnęły same. Denerwowało mnie to, że trwa to tak długo. Czasami zasypiały ok. 22 a ja miałam już siłę tylko na to, żeby się doczołgać do swojego łóżka i wstać za 4 godziny bo Karolinka płakała. Oprócz tej pierwszej nocy w nowym łóżeczku nie miałam w całości przespanej już żadnej. Codziennie wstaję raz albo dwa do Karoliny, i tak już zostaję tam.
Ale z usypianiem powiedziałam dzisiaj: DOŚĆ. Poleżałam z nimi 20 minut, Karolka wypiła swoją butlę i zaczęła harce, Oli w to graj i zaczęły razem skakać, chichotać. Wstałam, kazałam Oli iść do siebie na górę, dałam po buziaku, życzyłam dobrej nocki i wyszłam. Najpierw były w szoku, myślałam, że będą płakały, wychodziły za mną, później zaczęły coś tam gadać, śmiać się, i nagle cisza. Zasnęły w 15 minut, SAME.
Ja wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale mam taką cichą nadzieję, że tak już zostanie.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Czas na małe szczypanie.
Odkąd Karola odkryła, że małymi rączkami może coś chwycić, zaczęło się. Chwyt "pęsety" opanowała do perfekcji. Wkłada te swoje malutkie rączki pod moje rękawy i szczypie. Nic nie dają moje protesty, stanowcze NIE, całymi dniami zakrada się i podszczypuje. Do zasypiania obowiązkowo musi mieć dwie ręce schowane pod moją koszulą i dziubać. Tak, dziubie mnie jak kura ziarno na podwórku. Oprócz rąk upodobała sobie również szyję, jedne z najbardziej czułych miejsc na moim ciele i najlepsze do skubania, bo mięciutkie.Już zdążyłam się przyzwyczaić do tego i myślę, że jak jej kiedyś przejdzie to będzie mi brakować jej pazurków wbijanych we mnie.
Czy dzieci się kiedyś męczą?
Moje na pewno nie. Od kiedy tylko otworzą oczy aż do zaśnięcia nie widać po nich zmęczenia. Biegają, skaczą, ganiają się po całym domu, a wieczorem zamiast zasnąć w 5 minut, prowadzą rozmowy na swój sposób, śmieją się, całują nawzajem i prędzej ja zasnę niż one :) Ola ma 3,5 lat a Karola 1,5 roku, młodsza jeszcze śpi w dzień i to aż 4 godziny, starsza nawet po przyjściu z przedszkola nie wykazuje odrobiny zmęczenia. Zdarzają się wyjątki kiedy są całymi dniami w łóżku, przytulone do mnie, śpią na rękach, ale tylko wtedy jak je złamie choroba i gorączka, mała potrafi mieć do 5 dni gorączkę 40 * i śpi cały dzień i noc, Olę złapie na dzień i już następnego dnia jest silna, zwarta i gotowa do całodziennych szaleństw.
Myślałam że jak się dzisiaj dotlenią to może szybciej zasną, przeliczyłam się....
Myślałam że jak się dzisiaj dotlenią to może szybciej zasną, przeliczyłam się....
Subskrybuj:
Posty (Atom)

